sobota, 13 września 2014

[005] pomoc potrzebna od zaraz

Profesor McGonagall siedziała na krześle dyrektora szkoły. Po jej lewej strone zasiadał Neville Longbottom, nauczyciel zielarstwa, natomiast prawe krzesło było puste; miejsce to należało do Filiusa Flitwicka, który prowadził właśnie Ceremonię Przydziału. McGonagall zamknęła oczy i po raz kolejny odetchnęła z ulgą, że nie musi już więcej wypełniać obowiązków zastępcy dyrektora, do których należało: coroczne przeglądanie Księgi Zapisów i wysyłanie sów do dzieci, które ukończyły jedenaście lat; wyjaśnianie mugolakom czym jest Hogwart; pisanie listów do wszystkich uczniów kontynuujących naukę, z listą obowiązujących podręczników w danym roku szkolnym; prowadzenie Ceremonii Przydziału... Jako dyrektorka Szkoły Magii i Czarodziejstwa miała o wiele mniej zajęć niż wcześniej. Nadal nauczała wszystkich uczniów transmutacji, lecz jako dyrektorka nie mogła być już opiekunką Gryffindoru, więc powierzyła tę funkcję Neville'owi Longbottomowi.
Otworzyła oczy, aby zobaczyć ile osób zostało jeszcze do dokończenia Ceremonii Przydziału. Widząc ponad dziesiątkę uczniów czekających na swoją kolej, zamknęła je z powrotem.
Usłyszała fragment rozmowy profesora Longbottoma z profesor Sinistrą, która nadal nauczała astronomii. 
- Jest jak skóra zdarta z ojca, ale charakter ma zupełnie inny, uwielbia żartować- mówił cicho Neville.
- Oh, mając taką rodzinę dowcipnisiów, nie wątpię w to ani przez moment - zgodziła się Sinistra bez wahania.
Rozmyślania Minerwy przerwał nagle głos Flitwicka, który wyczytywał z listy kolejne nazwisko.
-Potter, James!
McGonagall otworzyła gwałtownie oczy i wciągnęła ze świstem powietrze. Czy ona się przypadkiem nie przesłyszała? Spojrzała na Neville'a, który z lekkim uśmiechem obserwował Ceremonię Przydziału.
- Longbottom- powiedziała cichym głosem - Czy Filius powiedział właśnie "Potter, James"?
Neville odwrócił się do niej i uśmiechnął się szeroko na widok jej miny. Pokiwał kilkakrotnie głową.
McGonagall zwróciła wzrok na Tiarę Przydziału, która krzyknęła właśnie "Gryffindor!" i westchnęła.
- Nie... - mruknęła cicho widząc chłopca oddającego tiarę Flitwickowi. Malec, będący kopią swojego dziadka (Głowę daję, ma nawet takie same oczy, pomyślała Minerwa) odwrócił się i podbiegł do stołu nauczycielskiego. Przybił piątkę z Neville'm, przywitał się również z Hagridem a następnie wśród śmiechów i oklasków podbiegł do stołu Gryfonów.
Neville nadal klaskał i uśmiechał się szeroko, kiedy usłyszał znaczące chrząknięcie dyrektorki.  Odwróciwszy się ujrzał jej wzrok, mówiący "Longbottom wytłumacz mi się tu natychmiast". Poczuł się znowu tak jak w pierwszej klasie, kiedy wymknął się z pokoju wspólnego żeby ostrzec Harry'ego przed Malfoy'em i McGonagall go złapała. Natychmiast przestał się uśmiechać.
- No.. tego... - bąknął cicho i spuścił wzrok na talerz. Dyrektorka nadal wpatrywała się w niego wzrokiem bazyliszka żądając wyjaśnień. - No przecież nie będę go traktował ulgowo! - powiedział w końcu Neville patrząc jej w oczy. Minerwa uniosła brwi. - Nie patrz tak na mnie Minerwo, czuję się nieswojo.
McGonagall uśmiechnęła się złośliwie i już miała coś powiedzieć, kiedy usłyszała ostatnie nazwisko wypowiedziane przez Flitwicka.
- Weasley, Fred!
Kobieta otworzyła szeroko oczy i spojrzała szybko w stronę Filiusa. Zauważyła ciemnoskórego chłopczyka o czarnych włosach nakładającego na głowę Tiarę Przydziału. Po chwili i on został Gryfonem.
- George się ucieszy - usłyszała Neville'a, oklaskującego Freda.
Zamknęła oczy. A więc w tym roku musi się użerać z Jamesem Potterem i Fredem Weasley'em? Na brodę Merlina za co? Czy zrobiła coś źle? Mając na uwadze, że James Potter jest wnukiem Huncwotów i synem Harry'ego (który również nie należał do najniewinniejszych uczniów), a Fred synem George'a, zwątpiła nagle w swoje umiejętności pedagogiczne. Z Huncwotami jakoś sobie radziła, z Weasley'ami również, ale ich połączone siły przerastały ją. Z wrażenia zupełnie zapomniała, że Fred i James nie są swoimi przodkami. Jej ponure rozmyślania znów ktoś przerwał.
- Minerwo, przemowa - Neville trącił ją w ramię. Spojrzała na niego nieprzytomnie. - Jesteś dyrektorką, musisz przemówić do uczniów - dodał pokazując studentów wpatrujących się w stół nauczycielski.
Wzięła głęboki wdech i wstała. Wszystkie rozmowy natychmiast ucichły.
- Witajcie drodzy uczniowie - starała się być opanowana, ale w środku drżała z wściekłości. Dlaczego właściwie nikt jej nie uprzedził, że od tego roku rozpocznie się nalot Potterów i Weasley'ów? - Witam starych jak i nowych uczniów...
Mówiła krótko o zasadach obowiązujących w Hogwarcie, a następnie życzyła wszystkim smacznego. Usiadła na swoim miejscu i spojrzała na talerze pełne jedzenia. Zupełnie straciła apetyt.
Myśląc o nadchodzącym roku szkolnym poczuła, że będzie potrzebować pomocy...

5 komentarzy:

  1. Świetne! Nigdy nie spojrzałabym na to od tej strony - że Fred i James pod jednym dachem. :D
    Warto było czekać, bo przez cały ten krótki czas na mojej twarzy widniał szeroki uśmiech. Nie powiem, coraz bardziej przekonuję się do czytania opowiadań o nowym pokoleniu :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, jej! *brokat*
    Raczej nie czytam miniaturek, więc taka forma jest dla mnie dość odmienna - przywykłam do wielowątkowców i innych takich - sama zresztą piszę takowy - więc nie będę oceniać tego, ile rzeczy jest tu zawarte.
    Muszę za to pochwalić punkt, z jakiego jest ta miniaturka napisana. Po pierwsze klimat, a po drugie... perspektywa Minervci i jej załamanie. Trzecie pokolenie i w każdym z nich parę takich, którzy wpędzają Filcha w choroby psychiczne.
    Jak to przeczytałam, to od razu pojawia mi się w głowie kolejna miniaturka - jak Minerva reaguje, kiedy FAKTYCZNIE potomkowie najbardziej... rozrywkowych uczniów coś zrobią.
    Ogólnie rzecz biorąc, bardzo pozytywne <3
    Błędów raczej nie zauważyłam, poza jednym ale to chyba będzie zbędne czepialstwo - choć jak się tym zainteresujesz, to wyjaśnię o co mi chodzi. No i coś chyba nie pykło z tym "pomocy" na końcu.
    Buziaczki!
    www.theasphodelus.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacznę od końca, czy zmiana czcionki ostatniego słowa jest zamierzona?
    Okej, ale teraz o tekście. Lekki, fajny i przyjemny w czytaniu. Sam początek, gdzie niby ma mniej obowiązków, a potem nagły bum! i pojawia się Potter i Weasley. Sądzę, ze nie będą raczej zbyt grzeczni. Z takimi genami? W końcu są potomkami największych rozrabiaków Hogwartu, muszą kontynuować tradycję.
    Dodatkowo ta reakcja Neville'a... Jakby nadal był uczniem ;-)
    Czekam na więcej, ostatnio przyzwyczaiłam się do miniaturek twoich i Bellatrix. Są świetne do czytania w chwili spokoju.
    Mnóstwa weny życzę,
    Croy http://black-redstart.blogspot.com/
    #Różoweciasteczka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahah... wyobraziłam sobie minę Minerwy :D
    James i Fred na raz to już na prawdę przegięcie :D Biedna Minerwa, szczególnie iż chwile wcześniej myślała o tym, że ma mniej obowiązków, padłam ze śmiechu :P
    Bardzo spodobał mi się Twój styl pisania, czekam na więcej ! :)
    I zapraszam do mnie www.hgxssokrok.blox.pl oraz www.hgxssminiaturki.blox.pl
    Swoją drogą ciekawa jestem jak wyglądałoby Twoje Sevmione :P
    Pozdrawiam
    Miona ;)
    #RóżoweCiasteczka

    OdpowiedzUsuń