Profesor McGonagall siedziała na krześle dyrektora
szkoły. Po jej lewej strone zasiadał Neville Longbottom, nauczyciel zielarstwa,
natomiast prawe krzesło było puste; miejsce to należało do Filiusa Flitwicka,
który prowadził
właśnie Ceremonię Przydziału. McGonagall zamknęła oczy i po raz kolejny
odetchnęła z ulgą, że nie musi już więcej wypełniać obowiązków
zastępcy dyrektora, do
których należało:
coroczne przeglądanie Księgi Zapisów i wysyłanie sów do dzieci, które ukończyły jedenaście lat; wyjaśnianie mugolakom czym jest Hogwart; pisanie listów
do wszystkich uczniów kontynuujących naukę, z listą obowiązujących podręczników
w danym roku szkolnym; prowadzenie Ceremonii Przydziału... Jako dyrektorka Szkoły Magii i
Czarodziejstwa miała o wiele mniej zajęć niż wcześniej. Nadal nauczała wszystkich uczniów transmutacji, lecz jako dyrektorka nie mogła być już opiekunką Gryffindoru, więc powierzyła tę funkcję Neville'owi Longbottomowi.
Otworzyła oczy, aby zobaczyć ile osób zostało jeszcze do
dokończenia Ceremonii Przydziału. Widząc ponad dziesiątkę uczniów
czekających na swoją kolej, zamknęła je z powrotem.
Usłyszała fragment rozmowy profesora Longbottoma z
profesor Sinistrą, która nadal nauczała astronomii.
- Jest jak skóra zdarta z ojca, ale
charakter ma zupełnie
inny, uwielbia żartować- mówił cicho Neville.
- Oh, mając taką rodzinę dowcipnisiów, nie wątpię w to ani
przez moment - zgodziła się Sinistra bez wahania.
Rozmyślania Minerwy przerwał nagle głos Flitwicka, który
wyczytywał z listy
kolejne nazwisko.
-Potter, James!
McGonagall otworzyła gwałtownie oczy i wciągnęła ze
świstem powietrze. Czy ona się przypadkiem nie przesłyszała? Spojrzała na
Neville'a, który z lekkim uśmiechem obserwował Ceremonię Przydziału.
- Longbottom- powiedziała cichym głosem - Czy Filius
powiedział właśnie "Potter, James"?
Neville odwrócił się do niej i uśmiechnął się
szeroko na widok jej miny. Pokiwał kilkakrotnie głową.
McGonagall zwróciła wzrok na Tiarę Przydziału, która
krzyknęła właśnie
"Gryffindor!" i westchnęła.
- Nie... - mruknęła cicho widząc chłopca oddającego
tiarę Flitwickowi. Malec, będący kopią swojego dziadka (Głowę daję, ma
nawet takie same oczy, pomyślała Minerwa) odwrócił się i podbiegł do stołu
nauczycielskiego. Przybił piątkę z Neville'm, przywitał się również z Hagridem a następnie wśród
śmiechów
i oklasków podbiegł do
stołu Gryfonów.
Neville nadal
klaskał i uśmiechał się
szeroko, kiedy usłyszał znaczące chrząknięcie dyrektorki. Odwróciwszy się ujrzał jej wzrok, mówiący "Longbottom wytłumacz mi się
tu natychmiast". Poczuł się znowu tak jak w pierwszej klasie, kiedy
wymknął się z pokoju wspólnego żeby ostrzec Harry'ego przed Malfoy'em i McGonagall go
złapała. Natychmiast przestał się uśmiechać.
- No.. tego... - bąknął cicho i spuścił wzrok na
talerz. Dyrektorka nadal wpatrywała się w niego wzrokiem bazyliszka żądając
wyjaśnień. - No przecież nie będę go traktował ulgowo! - powiedział w końcu
Neville patrząc jej w oczy. Minerwa uniosła brwi. - Nie patrz tak na mnie
Minerwo, czuję się nieswojo.
McGonagall uśmiechnęła się złośliwie i już miała coś
powiedzieć, kiedy usłyszała ostatnie nazwisko wypowiedziane przez Flitwicka.
- Weasley, Fred!
Kobieta otworzyła szeroko oczy i spojrzała szybko w
stronę Filiusa. Zauważyła ciemnoskórego chłopczyka o czarnych włosach nakładającego
na głowę Tiarę Przydziału. Po chwili i on został Gryfonem.
- George się ucieszy - usłyszała Neville'a,
oklaskującego Freda.
Zamknęła oczy. A więc w tym roku musi się użerać z
Jamesem Potterem i Fredem Weasley'em? Na brodę Merlina za co? Czy zrobiła coś
źle? Mając na uwadze, że James Potter jest wnukiem Huncwotów
i synem Harry'ego (który również nie należał do najniewinniejszych uczniów), a Fred
synem George'a, zwątpiła
nagle w swoje umiejętności pedagogiczne. Z Huncwotami jakoś sobie radziła, z
Weasley'ami również, ale ich połączone siły przerastały ją. Z wrażenia zupełnie
zapomniała, że Fred i James nie są swoimi przodkami. Jej ponure rozmyślania znów
ktoś przerwał.
- Minerwo, przemowa - Neville trącił ją w ramię.
Spojrzała na niego nieprzytomnie. - Jesteś dyrektorką, musisz przemówić do uczniów - dodał pokazując studentów wpatrujących się w stół nauczycielski.
Wzięła głęboki wdech i wstała. Wszystkie rozmowy
natychmiast ucichły.
- Witajcie drodzy uczniowie - starała się być opanowana,
ale w środku drżała z wściekłości. Dlaczego właściwie nikt jej nie uprzedził,
że od tego roku rozpocznie się nalot Potterów i
Weasley'ów? - Witam starych jak i nowych uczniów...
Mówiła krótko o
zasadach obowiązujących
w Hogwarcie, a następnie życzyła wszystkim smacznego. Usiadła na swoim miejscu
i spojrzała na talerze pełne jedzenia. Zupełnie straciła apetyt.
Myśląc o nadchodzącym roku szkolnym poczuła, że będzie
potrzebować pomocy...
Świetne! Nigdy nie spojrzałabym na to od tej strony - że Fred i James pod jednym dachem. :D
OdpowiedzUsuńWarto było czekać, bo przez cały ten krótki czas na mojej twarzy widniał szeroki uśmiech. Nie powiem, coraz bardziej przekonuję się do czytania opowiadań o nowym pokoleniu :*:*:*
Jej, jej! *brokat*
OdpowiedzUsuńRaczej nie czytam miniaturek, więc taka forma jest dla mnie dość odmienna - przywykłam do wielowątkowców i innych takich - sama zresztą piszę takowy - więc nie będę oceniać tego, ile rzeczy jest tu zawarte.
Muszę za to pochwalić punkt, z jakiego jest ta miniaturka napisana. Po pierwsze klimat, a po drugie... perspektywa Minervci i jej załamanie. Trzecie pokolenie i w każdym z nich parę takich, którzy wpędzają Filcha w choroby psychiczne.
Jak to przeczytałam, to od razu pojawia mi się w głowie kolejna miniaturka - jak Minerva reaguje, kiedy FAKTYCZNIE potomkowie najbardziej... rozrywkowych uczniów coś zrobią.
Ogólnie rzecz biorąc, bardzo pozytywne <3
Błędów raczej nie zauważyłam, poza jednym ale to chyba będzie zbędne czepialstwo - choć jak się tym zainteresujesz, to wyjaśnię o co mi chodzi. No i coś chyba nie pykło z tym "pomocy" na końcu.
Buziaczki!
www.theasphodelus.blogspot.com
Zacznę od końca, czy zmiana czcionki ostatniego słowa jest zamierzona?
OdpowiedzUsuńOkej, ale teraz o tekście. Lekki, fajny i przyjemny w czytaniu. Sam początek, gdzie niby ma mniej obowiązków, a potem nagły bum! i pojawia się Potter i Weasley. Sądzę, ze nie będą raczej zbyt grzeczni. Z takimi genami? W końcu są potomkami największych rozrabiaków Hogwartu, muszą kontynuować tradycję.
Dodatkowo ta reakcja Neville'a... Jakby nadal był uczniem ;-)
Czekam na więcej, ostatnio przyzwyczaiłam się do miniaturek twoich i Bellatrix. Są świetne do czytania w chwili spokoju.
Mnóstwa weny życzę,
Croy http://black-redstart.blogspot.com/
#Różoweciasteczka
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńHahah... wyobraziłam sobie minę Minerwy :D
OdpowiedzUsuńJames i Fred na raz to już na prawdę przegięcie :D Biedna Minerwa, szczególnie iż chwile wcześniej myślała o tym, że ma mniej obowiązków, padłam ze śmiechu :P
Bardzo spodobał mi się Twój styl pisania, czekam na więcej ! :)
I zapraszam do mnie www.hgxssokrok.blox.pl oraz www.hgxssminiaturki.blox.pl
Swoją drogą ciekawa jestem jak wyglądałoby Twoje Sevmione :P
Pozdrawiam
Miona ;)
#RóżoweCiasteczka